Modlitwa DDAProgram DDAŚwiadectwa DDA

Świadectwo III Kroku DDA

Czas czytania artykułu: 2 minuty

Piszę to świadectwo jako długoletni członek wspólnoty DDA, po przejściu Kroku I i II, Krok III stał się dla mnie punktem zwrotnym w relacji z Bogiem osobowym – momentem, gdy przestałem walczyć sam i naprawdę powierzyłem Mu swoje życie.

Dla mnie Krok III DDA brzmi: „Postanowiliśmy powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga, jakkolwiek Go pojmujemy”. W moim przypadku to nie była jednorazowa deklaracja, ale głęboki, bolesny proces oddawania kontroli – tej iluzji kontroli, którą budowałem latami jako DDA, by przetrwać chaos domu rodzinnego.

Wychowałem się w środowisku, gdzie miłość była warunkowa, a decyzje dorosłych – chaotyczne i nieprzewidywalne. Nauczyłem się być „Zosią Samosią”: wszystko ogarnąć sam, nie prosić o pomoc, bo prośby kończyły się rozczarowaniem lub karą. Bóg wydawał mi się podobny – odległy, wymagający perfekcji, gotowy ukarać za słabość. Krok I pokazał mi bezsilność wobec syndromu DDA: lęku, wstydu, nadodpowiedzialności, powtarzających się kryzysów w relacjach. Krok II DDA otworzył nadzieję, że Siła Wyższa może mnie uzdrowić. Ale Krok III DDA żądał ode mnie decyzji: „Czy naprawdę Mu to powierzę?”.

Pracując pisemnie z sponsorem, zrobiłem listę obszarów życia do oddania: pracę (perfekcjonizm i wypalenie), relacje (strach przed bliskością i porzuceniem), emocje (zalewająca złość i smutek z dzieciństwa). Pisałem modlitwę trzeciego kroku w swoich słowach: „Boże, jako Osoba kochająca i wierna, nie jak moi rodzice, powierzam Ci moją wolę i życie. Prowadź mnie, bo sam nie daję rady”. Czytałem ją codziennie, a potem praktykowałem w realu – np. w kryzysie mówiłem: „Boże, to Twoje, nie moje”.

Powierzenie nie było łatwe. Bałem się, że Bóg „zawiedzie” jak rodzice: odbierze kontrolę i zostawi w chaosie. Ale na mityngach słyszałem świadectwa: inni oddawali lęki, złość, decyzje – i doświadczali spokoju, granic, wolności. Zacząłem zauważać owoce: zamiast impulsywnie reagować na krytykę, zatrzymywałem się i pytałem: „Boże, co Ty chcesz tu zrobić?”. W relacjach przestałem ratować innych kosztem siebie – powierzyłem Bogu moje „nie”. Zdrowienie z syndromu DDA zaczęło nabierać tempa: wstyd topniał, zastępowany akceptacją siebie jako „wystarczająco dobrego”.

Bóg osobowy objawił się mi nie jako tyran, ale jako Ojciec/Matka, który czeka, aż Mu zaufam. Powierzenie życia oznaczało dla mnie rezygnację z roli „boga” własnego życia – tej roli, którą grałem, by uniknąć bólu. Dziś, po latach, kiedy lęk wraca (a wraca, bo DDA to proces), mówię: „Boże, to Twoje”. I dzieje się cud: przychodzi klarowność, siła na granice, radość z bycia prowadzonym.

Krok III nauczył mnie, że zdrowienie z DDA to nie samotna walka, ale taniec życia z Bogiem: ja decyduję o powierzeniu mu swojego życia, On prowadzi. Powierzyłem Mu życie – z całym bagażem problemów DDA – i On je przemienia, krok po kroku, w relacji pełnej zaufania i miłości. Dziś żyję nie kierując, ale będąc kierowanym – i to jest wolność.

Aleksander

error: Content is protected !!
Blog o DDA/DDD
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.