Program DDASponsorowanie DDAŚwiadectwa DDA

Świadectwo Kroku II DDA

Czas czytania artykułu: 3 minuty

Kiedy przyszedłem do wspólnoty DDA, słowo „Bóg” było dla mnie bardziej wyzwalaczem lęku niż nadziei. Wychowałem się w domu, gdzie z jednej strony mówiło się o wierze, a z drugiej panował chaos, przemoc, wstyd i milczenie. Ten rozdźwięk sprawił, że w głębi serca byłem przekonany, iż Bóg albo jest obojętny, albo surowy i wymagający, podobny do dorosłych z mojego domu.

Na początku pracy z programem 12 Kroków DDA próbowałem wszystko ogarnąć własną siłą i swoim rozumem. Czytałem Żółty Zeszyt i Wielką Czerwoną Księgę DDA. Miałem poczucie, że jeśli wystarczająco się postaram, jeśli będę „grzeczny” i perfekcyjny, to w końcu przestanę cierpieć. Krok I DDA pokazał mi jednak, że jestem bezsilny wobec skutków wychowania w domu alkoholowym, że moje życie stało się niekierowalne. Dopiero w tym miejscu, w bólu i rezygnacji z iluzji kontroli, zacząłem naprawdę słyszeć sens Kroku II: „Uwierzyliśmy, że Siła większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie”.

Długo buntowałem się przeciwko sformułowaniu „Siła Wyższa”. Wydawało mi się bezosobowe, abstrakcyjne, „nijakie”. Zrozumiałem jednak, że ten język jest dla wielu z nas ochroną – bo obraz Boga został w dzieciństwie tak bardzo zraniony, że najpierw potrzebujemy jedynie bezpiecznej koncepcji Kogoś, kto nie krzywdzi. Krok II zaprosił mnie do zatrzymania się: czy naprawdę wszystko musi zależeć ode mnie? Czy mogę dopuścić możliwość, że istnieje Ktoś, kto jest większy niż moja choroba, moje lęki, mój wstyd?

Na początku moja „wiara” była bardzo krucha. Nie czułem nic szczególnego, kiedy się modliłem. Czasem miałem wrażenie, że mówię do ściany. Ale coś we mnie – może resztka dziecięcej ufności z czasów mojego dzieciństwa – podpowiadało, żeby dać temu szansę. Zacząłem codziennie, bardzo prosto, mówić do Boga: „Jeśli jesteś, pokaż mi, że jesteś inny, niż myślałem. Pokaż mi, że nie jesteś jak mój ojciec czy matka po alkoholu. Pomóż mi zobaczyć Cię jako Osobę, która kocha”.

Przełomem było odkrycie, że Bóg nie stoi po stronie moich wewnętrznych oprawców. Przez lata słyszałem w głowie głos krytyka: „jesteś do niczego”, „nie przesadzaj”, „inni mają gorzej”, „to wszystko twoja wina”. Byłem przekonany, że to głos Boga. Na mityngach DDA usłyszałem, że to nie jest głos Boga, tylko echo mojej rodziny pochodzenia, mojej traumy i wstydu. Powoli zaczynałem oddzielać te dwie rzeczy: to, co mówił do mnie chory dom, od tego, co może mówić do mnie Bóg.

W praktyce Krok II DDA u mnie wyglądał tak:

– zacząłem regularnie chodzić na mityngi, słuchając, jak inni mówią o swojej Sile Wyższej – bez przymusu, bez moralizowania, ze szczerością i szacunkiem;
– wracałem do prostych modlitw, często bez słów – czasem tylko siedziałem w milczeniu i mówiłem: „Boże, sam nie daję rady”
– rozmawiałem z terapeutą i sponsorem o moim obrazie Boga – o lęku przed karą, o poczuciu, że muszę zasłużyć na miłość;
– zacząłem szukać w Piśmie Świętym i w duchowości takich obrazów Boga, które pokazują Go jako kogoś delikatnego, cierpliwego i wiernego, a nie agresywnego czy kapryśnego.

Z czasem zauważyłem pierwsze owoce. Nie przyszły spektakularne „cuda”, ale małe zmiany: w sytuacjach, w których wcześniej reagowałem paniką, byłem w stanie zatrzymać się i powiedzieć: „Boże, pokaż mi następny krok”. Kiedyś wszystko widziałem w czerni i bieli, teraz coraz częściej pojawiał się wewnętrzny dystans, łagodność wobec siebie. Zauważyłem, że kiedy zapraszam Boga w swoją bezsilność, nie czuję się już tak bardzo sam.

Bóg osobowy zaczął być dla mnie Kimś bardzo konkretnym:

– Kimś, kto widział moje dzieciństwo i się go nie wypiera, nie bagatelizuje.
– Kimś, kto nie mówi: „przesadzasz”, ale: „widzę twoją krzywdę”.
– Kimś, kto nie wymaga ode mnie doskonałości, lecz prawdy i szczerości.
– Kimś, kto prowadzi mnie przez program – przez Kroki, sponsora, wspólnotę, terapię.

Zrozumiałem, że Bóg nie jest sprzymierzeńcem mojej choroby, tylko mojego zdrowienia. Nie stoi po stronie mojego wstydu i samooskarżeń, ale po stronie trzeźwości uczuciowej, granic, prawdy. Kiedy uczę się stawać się swoim własnym „kochającym rodzicem”, odkrywam, że tym Pierwszym Kochającym Rodzicem jest On. To Jego czułość próbuję odtworzyć w relacji ze sobą samym.

Krok II nie sprawił, że nagle przestałem mieć lęki, wybuchy złości czy momenty zwątpienia. Ale dziś już nie wierzę, że muszę to wszystko udźwignąć sam. Kiedy upadam, wracam do prostego zdania: „Boże, Ty możesz przywrócić mi zdrowie, ja nie potrafię”. To zdanie pomaga mi wyjść z perfekcjonizmu i samobiczowania. Pozwala mi przyjąć siebie jako kogoś w procesie – nie „zepsutego na zawsze”, ale kogoś, kogo Bóg cierpliwie składa na nowo.

Dziś, jako długoletni członek wspólnoty DDA, widzę, że moja relacja z Bogiem osobowym dojrzewa razem z moją emocjonalną trzeźwością. Im bardziej pozwalam sobie czuć, opłakiwać, złościć się i stawiać granice, tym bardziej Bóg przestaje być dla mnie abstrakcją czy surowym sędzią, a staje się Towarzyszem drogi. Nie takim, który zabiera wszystkie trudności, ale takim, który jest przy mnie, gdy przechodzę przez mrok.

Tak rozumiem dziś Krok II: jako otwarcie się na możliwość, że jest Ktoś większy od mojego bólu, kto pragnie mojego zdrowienia bardziej niż ja sam. Kto krok po kroku, poprzez wspólnotę, terapię i codzienność, przywraca mi człowieczeństwo, zaufanie i zdolność do miłości – także do samego siebie.

Jurek

error: Content is protected !!
Blog o DDA/DDD
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.