Dlaczego robię kroki DDA?
Kiedy po raz pierwszy usłyszałem o wspólnocie Dorosłych Dzieci Alkoholików, byłem sceptyczny. Wydawało mi się, że przeszłość mam już za sobą — że wystarczy „nie wracać do tego”, żeby było dobrze. Jednak z czasem zrozumiałem, że ta przeszłość żyje we mnie każdego dnia, w moich reakcjach, strachu przed odrzuceniem, w potrzebie kontrolowania i ciągłym poczuciu winy. Wtedy zaczęło do mnie docierać, że jeśli chcę naprawdę zmienić swoje życie, muszę przejść przez proces kroków DDA — nie po to, by coś „zaliczyć”, ale by spotkać siebie takiego, jakim naprawdę jestem. Zacząłem czytać Wielką Czerwoną Księgę DDA. Postanowiłem poszukać towarzysza podróży czyli sponsora.
Robię kroki DDA, bo chcę uzdrowić to, co przez lata było tłumione. Dorastałem w domu, gdzie zamiast bezpieczeństwa panowała niepewność; gdzie emocje trzeba było ukrywać, a miłość miała swoje warunki. W dorosłości długo nie umiałem nazywać swoich uczuć, a bliskość budziła we mnie lęk. Kroki DDA pomagają mi powoli zdejmować te maski — uczą, że mogę czuć złość, smutek, tęsknotę, i że to wszystko jest częścią mnie.
Robię kroki, bo chcę nauczyć się przebaczać — najpierw innym, ale też sobie. W pierwszych krokach odkryłem, że gniew, który przez lata nosiłem w sercu, był głęboko związany z bólem dziecka, które nie zostało wysłuchane. W kolejnych krokach uczę się oddawać ten ciężar Bogu, zamiast nosić go sam. Każdy krok to dla mnie okazja do zatrzymania się, spojrzenia z miłością na swoje doświadczenie i zobaczenia, że nawet najtrudniejsze chwile mogą prowadzić do wzrostu.
Robię kroki, bo chcę budować relacje oparte na zaufaniu i szczerości. Przez lata uważałem, że muszę być „silny”, że nie wolno mi pokazywać słabości, bo wtedy zostanę odrzucony. Wspólnota DDA pokazała mi coś zupełnie innego — że siła płynie z prawdy, a wspólne dzielenie się doświadczeniem uzdrawia nie tylko mnie, ale i innych. Dziś widzę, że moje historia ma sens, bo może być świadectwem dla kogoś, kto dopiero zaczyna swoją drogę.
Robię kroki, bo chcę zaufać życiu. Przez lata żyłem w napięciu, w przekonaniu, że wszystko muszę kontrolować, by nie wydarzyło się „coś złego”. Teraz uczę się odpuszczać — wierzyć, że mam prawo do spokoju i że nie wszystko zależy ode mnie. Kroki pomagają mi oddawać kontrolę Bogu, który prowadzi mnie przez proces uzdrawiania. Czasem jest trudno, pojawia się opór i ból, ale coraz częściej czuję też ulgę, wdzięczność i wewnętrzny pokój.
Wspólnota i kroki DDA to dla mnie przestrzeń nadziei. Spotykam tu ludzi, którzy rozumieją, przez co przeszedłem, bo sami noszą podobne rany. W relacji z towarzyszem podróży znajduję tu akceptację bez oceniania, miłość bez warunków i zrozumienie bez oczekiwań. Dzięki temu uczę się, że nie muszę już być „niewidzialnym dzieckiem” — że mogę mówić, i ktoś mnie słyszy.
Robię kroki, bo wierzę, że zasługuję na dobre życie. Nie idealne, nie pozbawione błędów, ale prawdziwe — z miejscem na radość, spokój i autentyczność. Każdy krok to bliższe spotkanie ze mną samym, z Bogiem i z drugim człowiekiem.
Dziś wiem jedno: robię kroki, bo chcę żyć, a nie tylko przetrwać.
Jurek DDA
