Tradycja III DDA – świadectwo
Cześć, jestem Arek DDA. Dziś chcę się podzielić swoim świadectwem na temat Trzeciej Tradycji DDA – tej, która mówi, że jedynym warunkiem członkostwa we Wspólnocie Dorosłych Dzieci jest pragnienie wyzdrowienia ze skutków dorastania w rodzinie dysfunkcyjnej. Dla mnie ta Tradycja DDA była jak klucz do drzwi do nowego życia, których przez długi czas nie mogłem otworzyć.
Moje pierwsze mityngi – strach przed odrzuceniem
Kiedy pierwszy raz przyszedłem na mityng DDA, siedziałem z tyłu sali mitingowej, z sercem walącym jak młot. W domu zawsze musiałem „zasłużyć” na akceptację – dobre oceny, grzeczność, milczenie o problemach rodziny. Bałem się, że tu ktoś zapyta: „Ile piło się w Twoim domu? Jakie masz diagnozy psychologiczne? Czy jesteś dość ‘dysfunkcyjny’?”. Ale Tradycja Trzecia była tam na ścianie, jasno pisało: wystarczy pragnienie wyzdrowienia. Nikt nie sprawdzał mojej historii, nikt nie pytał o dowody bycia DDA. Ktoś z grupy DDA podał mi filiżankę gorącej herbaty. Ktoś inny zapytał czy chcę coś powiedzieć na mitingu. Tamtego wieczoru powiedziałem tylko kilka słów: „Chcę przestać czuć ten wstyd i lęk” – i tak zostałem członkiem grupy DDA. Nikt nie ocenił mojej wypowiedzi. To uratowało mnie przed ucieczką z mitingu tamtego wieczoru.
Pragnienie wyzdrowienia, postęp nie doskonałość
Na początku moje „pragnienie” wyzdrowienia było bardzo słabe – przychodziłem raz na miesiąc, czasem z humorem, czasem z ogromnym smutkiem i gniewem. Inni w grupie dzielili się krokami, lekturami, sponsorami, a ja? Ja tylko dzieliłem się swoim bólem i smutkiem, bo nie miałem żadnych planów na swoje życie. Myślałem: „Nie pasuję, oni są lepsi”. Wystarczyła mi iskra: „Mam dość życia w tym chaosie emocjonalnym”. Dzięki niej zostałem, mimo wątpliwości. Z czasem to pragnienie rosło – zacząłem czytać literaturę wspólnotową, zacząłem dzielić się na mityngach tym odkryłem podczas pracy z krokami DDA. Dziś wiem, że gdyby osoby na mitingu DDA nie praktykowałyby Tradycji to odpuściłbym grupę DDA po drugim spotkaniu.
Bez podziałów – wszyscy równi
Dorastałem, gdzie rodzice faworyzowali „lepsze” dziecko, a ja byłem „tym trudnym”. Na mityngach czasem widzę ten schemat: ktoś ocenia „leniwych”, „niewiernych w program DDA” czy „za mało pracujących”. Wierzę, że Trzecia Tradycja DDA chroni nas przed tym – nie ma „prawdziwych” i „fałszywych” DDA. Raz przyszła pewna dziewczyna, która krzyczała, że nienawidzi wszystkich i wszystkiego. Ktoś chciał ją „wyrzucić”, ale ktoś inny przypomniał słowa Tradycji Trzeciej: jeśli ma pragnienie zdrowieć we wspólnocie Dorosłych Dzieci, ma prawo zostać, ma miejsce w naszej grupie. Została, a dziś podejmuje różne służby na naszym mitingu DDA. Ja też byłem kiedyś „tym problematycznym” – i nikt mnie nie wykluczył. To dało mi dobry przykład do praktykowaniu Tradycji DDA.
Leczenie rany „nie dość dobry”
W domu nigdy nie słyszałem: „Jesteś OK taki, jaki jesteś”. Trzecia Tradycja to mówi za rodzinę, której nie miałem. Kiedy patrzę wstecz, widzę, jak ta Tradycja leczy moją najgłębszą ranę – poczucie, że muszę udowadniać prawo do istnienia. Dziś witam nowicjuszy słowami: „Jeśli chcesz zdrowieć, jesteś u siebie”. I sam sobie to powtarzam w trudne dni: moje lęki, złość, wstyd – one też mają prawo być, bo pragną uzdrowienia.
Moja praktyka Tradycji Trzeciej DDA
Dziś jako długoletni członek wspólnoty Dorosłych Dzieci staram się żyć tą Tradycją nie tylko na mityngach. Na mitingach i w relacjach nie oceniam „jak bardzo lub jak długo ktoś cierpiał”. Robiąc Kroki DDA w sobie nie odrzucam „słabych” części samego siebie. Trzecia Tradycja DDA dała mi przynależność, której szukałem całe życie – prostą, bez udziwnień. Dzięki niej Wspólnota DDA jest moim pierwszym miejscem bez warunków wstępnych. Jeśli jesteś nowy i wątpisz: „Przyjdź. Pragnienie wyzdrowienia z dysfunkcji rodzinnego domu wystarczy”. To działa, mówię z doświadczenia.
