Program DDAŚwiadectwa DDATradycje DDA

Świadectwo Tradycji VI DDA.

Czas czytania artykułu: 2 minuty

Mam na imię Jurek. Jako członek wspólnoty DDA widzę dziś Tradycję VI jako cichą, ale bardzo ochronną granicę. Przez długi czas nie rozumiałem, dlaczego trzeba dbać, aby nazwa DDA nie była wiązana z żadnym przedsięwzięciem zewnętrznym, ale z czasem zobaczyłem, że ta zasada chroni coś znacznie cenniejszego niż wygodę czy prestiż — chroni nasze zdrowienie i niesienie posłania DDA.

Kiedy dopiero zaczynałem swoją drogę w Programie DDA, łatwo było mi myśleć kategoriami skuteczności, rozwoju, organizacji i „dobrego wizerunku”. W moim sercu wciąż żyła potrzeba uznania, bycia ważnym i budowania czegoś, co inni zauważą. Tradycja VI DDA boleśnie, ale zdrowo przypomniała mi, że wspólnota nie istnieje po to, by coś reklamować, wspierać cudze interesy albo wzmacniać czyjeś ambicje, lecz po to, by nieść pomoc dorosłemu dziecku, które nadal cierpi.

Najbardziej porusza mnie w tej Tradycji to, że ona uczy pokory. Wspólnota DDA nie musi niczego udowadniać światu, nie musi szukać splendoru, nie musi się opierać na sponsorach, układach ani na cudzej marce, żeby być skuteczna. Właśnie w tej prostocie zobaczyłem piękno programu: gdy pozostajemy wierni głównemu celowi, wtedy posłanie DDA staje się czyste i wiarygodne.

Ta Tradycja pomogła mi też przyjrzeć się własnym motywacjom. Zobaczyłem, jak łatwo człowiek z raną odrzucenia chce wejść w rolę tego, kto „wie lepiej”, organizuje, steruje i buduje znaczenie wokół siebie. W DDA nauczyłem się, że zdrowienie nie dzieje się przez mieszanie posłania z osobistym interesem, ale przez oddzielenie tego, co duchowe, od tego, co ambicjonalne i materialne.

Dziś rozumiem Tradycję VI DDA jako zaproszenie do czystości intencji. Jeśli wspólnota ma pomagać, to musi pozostać wolna od nacisków finansowych, od sporów o własność i od pokusy, by jakaś inna osoba lub fundacja używała jej nazwy do własnych celów. Dzięki temu nowicjusz spotyka nie organizację, ale żywy przekaz nadziei, prostoty i anonimowej służby.

Wiele razy widziałem, że  Tradycja VI DDA chroni jedność grupy DDA. Kiedy grupa zaczyna patrzeć na zewnętrzne korzyści, łatwo traci z oczu cierpiącego człowieka, który przyszedł po ratunek, a nie po strukturę, markę czy projekt. Dlatego dziś dziękuję za tę zasadę, bo ona uczy mnie, że prawdziwa służba we Wspólnocie DDA nie potrzebuje gwiazdorzenia — potrzebuje uczciwości i wierności posłaniu DDA.

error: Content is protected !!