Kroki DDAZdrowienie

Świadectwo kroku I DDA…

Czas czytania artykułu: 3 minuty

„Nazywam się Anna*, mam 34 lata. Przyszłam na pierwszy miting DDA trochę z ciekawości, trochę z desperacji. Powtarzałam sobie, że „nie mam aż tak źle”, bo przecież nie jestem alkoholiczką, skończyłam studia, mam pracę. A jednak w środku czuję się kompletnie rozwalona.

Kiedy słyszę temat I Kroku – przyznanie się do bezsilności wobec skutków dorastania w rodzinie z problemem alkoholowym – od razu napinam się cała. To słowo „bezsilność” mnie przeraża. Całe życie udowadniam sobie, że muszę mieć kontrolę, być silna, nie okazywać słabości. W domu nie było miejsca na moje emocje – ojciec pił, robił awantury, mama albo płakała, albo udawała, że wszystko jest normalnie. Ktoś musiał być „ogarnięty” – byłam nim ja.

Teraz na mitingu słyszę, że mam uznać, że sobie nie radzę. Odruchowo protestuję: „Przesada. Radzę sobie świetnie. To inni przesadzają”. A zaraz potem przypominam sobie, jak trzeci raz w tym roku budzę się z kołataniem serca, bo znowu zgodziłam się na nadgodziny, bo „nie wypada odmówić”. Jak płaczę w łazience w pracy, ale wracam z uśmiechem, żeby nikt się nie domyślił. Jak w relacjach czepiam się partnera, kontroluję go, sprawdzam telefon, a potem umieram ze strachu, że mnie zostawi.

Na I Kroku mam nazwać to, że moje życie stało się niekierowalne. I tu pojawia się największy opór. Przecież wszystko jest „pod kontrolą”: raty spłacane, pracuję, mam chłopaka, dbam o relacje z rodziną. Ale kiedy zadaję sobie pytanie, czy kieruję swoim życiem, czy raczej reaguję w kółko tak samo – lękiem, wstydem, poczuciem winy – zaczynam czuć w środku pustkę i złość. Bo prawda jest taka, że większość moich decyzji jest po to, żeby uniknąć konfliktu, odrzucenia, albo czyjejś złości. To nie ja wybieram – wybiera za mnie mój strach.

Zaczynam widzieć, że:

Nie potrafię odpoczywać – czuję się winna, kiedy nic nie robię.

Wchodzę w relacje, w których muszę „zasługiwać” na miłość, i nie umiem odejść, nawet gdy jest mi źle.

Uciekam w pracę, seriale, sprzątanie, byle tylko nie czuć.

Panicznie boję się konfrontacji, więc zgadzam się na rzeczy, których nie chcę.

Na mitingu ktoś mówi, że I Krok to nie jest „wyrok”, tylko nazwanie rzeczy po imieniu. Że to nie ja jestem „zepsuta”, tylko nauczyłam się funkcjonowania w chaosie, lęku i zaprzeczaniu, bez wartości moralnych, bo tak wyglądał mój dom. Czuję, jak we mnie wszystko się buntuje – przecież tyle lat starałam się udowodnić, że „nic mi nie jest”, że jestem normalna. A teraz mam przyznać, że wiele rzeczy wymknęło się spod kontroli – moje emocje, moje relacje, mój sposób pracy.

Najtrudniejsze jest dla mnie zdanie: „Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec skutków dorastania w rodzinie alkoholowej i że nasze życie stało się niekierowalne”. Słowo po słowie uderza we wszystkie moje obrony. „Bezsilna” kojarzy mi się z moją matką – bezradną, płaczącą w kuchni. Całe życie obiecywałam sobie, że nigdy taka nie będę. A teraz muszę przyznać, że bez wszystkich moich mechanizmów – kontrolowania, ratowania innych, pracoholizmu – nie wiem, kim właściwie jestem.

Na którymś spotkaniu mówię w końcu głośno: „Nie mam już siły udawać, że dam radę sama”. Kiedy wypowiadam te słowa, czuję ogromny wstyd i jednocześnie ulgę. Jakbym po raz pierwszy stanęła po swojej stronie, zamiast po stronie rodzinnego mitu „u nas wszystko było normalnie”. To jest dla mnie początek I Kroku: uznać, że skutki domu, w którym dorastałam, naprawdę mnie przerastają. Że moje dotychczasowe sposoby radzenia sobie – kontrola, perfekcjonizm, prokrastynacja, poświęcanie się – przestają działać. I że potrzebuję pomocy.

Zdrowienie na kroku I DDA nie jest dla mnie „jednorazowa decyzja”, bardziej proces. Jednego dnia potrafię powiedzieć: „tak, jestem DDA, moje życie jest niekierowalne”, a następnego znowu udaję, że wszystko mam pod kontrolą. Ale zaczynam zauważać, kiedy znowu wchodzę w stary schemat. Widzę, że I Krok to nie jest rezygnacja z siebie, ale rezygnacja z iluzji, że sama, siłą woli i „ogarnięciem”, naprawię wszystko, co było popsute w moim domu rodzinnym. I że mogę pierwszy raz w życiu przestać być tą, która zawsze „daje radę”, a zacząć być kimś, kto ma prawo do słabości, swoich emocji i wsparcia.”

* Imię zostało zmienione.

error: Content is protected !!
Blog o DDA/DDD
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.